stycznia 31, 2012

Pan Lalek

Syn bardzo polubił lalę, śmiał się do niej, nie raz próbował ją zjeść. Córka , choć tolerancyjna dla jego wybryków, nie zawsze była tym zachwycona.



Postanowiłam uszyć mu jego własną, raczej z myślą o przytulance do zasypiania niż towarzyszu zabaw. Ponieważ syn konsumuje swoje zabawki, to lala musiała mieć krótkie niedające się wyrwać włosy i ogólnie dość wytrzymałą i zwartą konstrukcję.
Ma 35cm, jest uszyta z angorki, wypchana owczym runem, włosy ma z wełny merynosa.










Pan Lala wzbudził w nim równie dużą radość, choć należy zaznaczyć, że jego włosów nie daje się żuć, co nie spotkało się już z takim entuzjazmem. Natomiast udało się przy zasypianiu podmienić moją rękę na Pana Lalka, więc nie muszę się już przewieszać przez łóżeczko ;)
Pan Lalek po kilku miesiącach intensywnego użytkowania wymagał zacerowania, ale nadal trzyma się całkiem dobrze, choć fryzura mu się lekko zmechaciła... No i wbrew zasadzie, że lalek waldorfskich prać się nie da, bo się zdefasonują, a wełna zbije się w kulki itd - pranie zaliczył. Cóż, nie polecam jednak częstego prana...
W tym czasie córkowa lala nie ucierpiała, a wręcz dorobiła się nowej garderoby, mebli i zwiedziła już kawałek miasta...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 mama wymysla , Blogger