Jak odczarować ostatni tydzień wakacji

sierpnia 21, 2017

Jak odczarować ostatni tydzień wakacji

Znacie na pewno te memy o końcu wakacji, gdzie dzieciaki idą z plecakami do szkoły, a rodzice za ich plecami skaczą do góry i przybijają piątki... Wy też już odliczacie? ;) A może z niepokojem myślicie o tym, co się będzie działo we wrześniu, jak Wasz maluch poradzi sobie w przedszkolu?

Nie ma co zamiatać pod dywan, sierpień i tak się skończy. Odliczajmy czas... w końcu to już zaraz wrzesień, jesień, zima, a wtedy już czas na kalendarz adwentowy... ;))) Zapędziłam się? Ależ skąd zbierzmy skarpetki już dziś.





Jeśli zaczynacie rok szkolny 1 września to przygotujcie 5 skarpet, jeśli 4.09 to 8 (i jeszcze przemnóżcie odpowiednio przez liczbę dzieci) ;)

Skarpetasy przyczepiamy do sznurka gustownymi spinaczami do bielizny. Każda otrzymuje numerek lub karteczkę z datą i do każdej wkładamy mały gadżecik. To może być kolorowy ołówek, gumka z ulubionym bohaterem, notesik, linijka, pachnący marker. To może być też kupon o którym kiedyś pisałam lub kalendarz szkolny, kubek dla przedszkolaka, czy nowy worek.

Magia skarpetek w zeszłym roku zadziałała, liczę, że i w tym również. Emocje w ostatnim tygodniu rosną - niezależnie od tego, czy ktoś do szkoły czy przedszkola wraca, czy idzie tam po raz pierwszy, czy cieszy się, czy niekoniecznie. 
Takie skarpetkoumilacze mogą pomóc rozładować atmosferę :)

Polecam też książki, które pomagają przegadać początkowe emocje i problemy.
Test piórników - tekst niesponsorowany ;)

sierpnia 17, 2017

Test piórników - tekst niesponsorowany ;)

Piórnik do szkoły


Piórniki to podstępne i zdradzieckie produkty. Są takie ładne, kolorowe, odjechane albo takie typowo bajkowe. Przerobiliśmy wszystkie rodzaje. Zajrzyjcie do naszego testu, a unikniecie rozczarowania, kiedy do wymarzonego i upatrzonego piórnika nie mieści się wszystko, co potrzebne. (smuteczek)

Zbliżający się czas, to dla niektórych okres kompletowania wyprawki do przedszkola, czy szkoły. U mnie, nadchodzący wrzesień to trzecia klasa, zerówka i dwulatek. W związku z tym kilka razy dziennie mój messenger pipa do mnie z pytaniami o plecaki, piórniki, wyprawki. Stąd pomysł na ten cykl.

Po co ten piórnik


W klasach 0-1 piórnik jest szkołoumilaczem, jest elementem wyposażenia, który ma pozwolić poczuć się fajnie i komfortowo w nowym otoczeniu. Jest małym manifestem przynależności do krainy Star Wars, Krainy Lodu, czy krainy futbolu... I to jest taki dodatkowy element presji wywieranej na nas, rodzicach, nabywcach tych gadżetów.

Oczywiście ogólnie w klasach 0-3 piórnik służy do przechowywania przyborów szkolnych. Powinien być porządny i z kompletnym wyposażeniem, gdyż nauczycielom zdarza się sprawdzać piórniki. Głównym celem takiego sprawdzania jest określenie, czy wszyscy mają wszystko, czy koniecznie muszą jednak wędrować po klasie, żeby coś pożyczyć... ;) Nauczyciele często zaznaczają w spisie wyprawki, że piórnik ma być np. jednokomorowy, czy bez przegródek.

Rodzaje piórników

Rodzaje piórników szkolnych

  1. Piórnik płaski dwukomorowy  (mniejszy i większy)
  2. Piórnik płaski jednokomorowy z klapką
  3. Piórnik płaski jednokomorowy
  4. Piórnik saszetka - z kieszenią w klapce 
  5. Piórnik typu duńskiego dwukomorowy*
  6. Piórnik tuba
  7. Piórnik typu duńskiego z klapką*
  8. Piórnik metalowy
  9. Piórnik tuba
  10. Piórnik saszetka - kosmetyczka
* Dopiero pisząc ten tekst dowiedziałam się, że to miniaturowe etui na trąbkę, czy tam jakiś inny instrument muzyczny to piórnik typu duńskiego ;)
Piórników z nr 8-10 nie wrzucałyśmy, potrafią być naprawdę fajne i pokręcone, ale mało praktyczne.

To był podział ze względu na budowę. Niektórzy na przykład dzielą piórniki tak:
Piórniki Star Wars
Pozostałe piórniki
;) Będę się trzymać pierwszego podziału.

Test piórników


Do każdego piórnika próbowałyśmy upchnąć ten sam zestaw przyborów. 

- dwa ołówki,
- dwa długopisy ścieralne,
- gumka,
- temperówka,
- linijka,
- nożyczki,
- klej,
- komplet kredek ołówkowych,
- komplet flamastrów, *
- komplet kolorowych długopisów.* *

* Oczywiście zamiast grubych flamastrów można nosić cienkie.
** Można też ograniczyć liczbę przyborów i darować sobie długopisy kolorowe.
...Jednak my chciałyśmy zmieścić wszystko to, co i tak do szkoły będzie zabierane, co jest ulubione i jest wynikiem kompromisu między podejściem praktycznym a radosnym.

Wnioski


Przećwiczyłyśmy noszenie dwóch piórników - podstawowego na przybory do pisania i drugiego na nożyczki, klej, flamastry itd. Ten podstawowy to naprawdę śmieszny, fajowy piórnik banan z Flying Tiger, jest ukochany. I pomieści ołówek z długopisem... Jednak kiedy dzwoni dzwonek i trzeba szybko się pakować wszystko wrzuca się jak leci. Noszenie dodatkowych przyborów w kieszeni plecaka też się nie sprawdziło, często zdarza się, że dzieci idą do innej sali/świetlicy/biblioteki i mają wziąć tylko piórnik i zeszyt ze sobą.

Piórniki płaskie pięknie utrzymują porządek, ale na zdjęciach. W praktyce, szkoda było czasu na ciągłe wyjmowanie i wkładanie w gumki kolejnych kredek i wszystko i tak lądowało w nim luzem. Dodatkowym minusem tych piórników jest to, że są ciężkie i nie mieści się w nich wszystko, co potrzebne. Przez to, że mają twarde okładki, upchnięcie zbyt wielu rzeczy powoduje, że zaczyna rozchodzić się suwak.
Częstym argumentem przy zakupie piórnika płaskiego jest to, że jest on sprzedawany od razu z wyposażeniem. Niestety, jak widać choćby po naszym teście flamastrów, nie jest to wyposażenie wysokiej jakości. Poza tym, często i tak musimy wymienić dołączony ołówek HB na ołówek miękki B, czy zwykły długopis na ścieralny albo dołożyć nożyczki, linijkę, czy klej, które nie są standardowym wyposażeniem piórników.

Piórnik metalowy mało mieści, a poza tym stukanie przyborów o metal bardzo rozprasza i przeszkadza innym.

Piórnik tuba jest pojemny, ale przez swoją budowę ciężko w nim szukać czegoś, wyciągnąć coś z dna, jest też problem ze zbyt długimi przyborami (szczególnie ołówki lubią się zaczepiać przy wyciąganiu).

Piórnik saszetka też jest pojemny, ale podobnie jak w tubie, ciężko w nim coś znaleźć - jest dość głęboki. Lepszym rozwiązaniem jest saszetka z dodatkową klapką/kieszenią, wtedy małe przybory - gumka/temperówka mogą być w kieszonce lub możemy tam trzymać te najpotrzebniejsze.

Najlepszy piórnik - typu duńskiego


Piórnik typu duńskiego dwukomorowy lub w wersji jednokomorowej z klapką ma dużą pojemność i jednocześnie zajmuje stosunkowo mało miejsca w porównaniu z piórnikiem płaskim. Jest lekki jak piórnik tuba czy saszetka, ale łatwiej się w nim zorganizować i wygodniej w nim grzebać. Dzięki kilku gumkom w klapce można mieć na wierzchu najpotrzebniejsze rzeczy - ołówek i długopis. W wersji dwukomorowej odnosi się wrażenie, że wszystkie rzeczy są w zasadzie na wierzchu. Zdecydowanie polecamy takie rozwiązanie.






Wyprawka do szkoły

sierpnia 16, 2017

Wyprawka do szkoły

Sklepowe promocje kuszą nas w sierpniu, a wyprzedaże tego, co się nie sprzeda, będą kusiły we wrześniu. Mnóstwo tekstów mniej lub bardziej sponsorowanych krąży w internecie. Na youtube dzieciaki i rodzice testują plecaki, pokazują gadżety. Nas, mających co najwyżej pachnące chińskie gumki, aż oczy bolą od "dużo i tanio i kolorowo". Tylko, co tak naprawdę jest potrzebne? I czy koniecznie wszystko trzeba kupować?

Zbliżający się czas, to dla niektórych okres kompletowania wyprawki do przedszkola, czy szkoły. U mnie, nadchodzący wrzesień to trzecia klasa, zerówka i dwulatek. W związku z tym kilka razy dziennie mój messenger pipa do mnie z pytaniami o plecaki, piórniki, wyprawki. Stąd pomysł na ten cykl.

Wyprawka szkolna


Zacznijmy od listy potrzebnych rzeczy. ...OD CZEGO?!... No właśnie... dostaję teraz sporo pytań, co kupić do szkoły, bo na szkolnej stronie nie ma żadnej informacji.

Cóż, listę pewnie dostaniecie 1 września, razem z planem lekcji. Nie mówcie, że nie kochacie tych niespodzianek i życia w niepewności ;)

Na szczęście w większości szkół pierwszy tydzień jest taki "na rozruch" i niekoniecznie wszystko już wtedy będzie potrzebne. Zdążycie zrobić zakupy - z drugiej strony, nauczona dwuletnim szkolnym doświadczeniem i znając dzieciowe możliwości przerobu, korzystam z promocji w dyskontach i w sierpniu kupuje sporo na zapas. Szczególnie tych rzeczy, które można trafić naprawdę okazyjnie, jak dobre kredki czy flamastry. O drobne rzeczy - bloki czy zeszyty nie ma co martwić, te artykuły nie znikną z półek papierników. Największy wydatek to tornister. Jeśli macie zeszłoroczny i nadaje się on jeszcze do noszenia - można go ponosić przez pierwsze dwa tygodnie, a na wrześniowej wyprzedaży trafić nowy za pół ceny.

Poniżej znajdziecie listę potrzebnych rzeczy według mojego doświadczenia, ale pamiętajcie, że Wasz nauczyciel może mieć nieco inne oczekiwania.

Tornister


W klasach 1-2 sprawdzi się tornister z twardymi ściankami, dużą komorą główną do której będzie można wszystko wrzucić, bocznymi kieszeniami (jedną na śniadaniówkę, oddzielną na bidon). Ważne żeby był dopasowany do gabarytów dziecka i wygodny. Od tego, z czym dziecko sobie lepiej poradzi zależy, czy wybrać klapę zapinaną na zatrzask czy suwaki. Tornister powinien być lekki i mieć szerokie szelki. 

Polecam tornistry Herlitz, z tego, co obserwuję, są naprawdę wytrzymałe i dzieciaki noszą je zarówno do 1 jak i 2 klasy. To większy wydatek niż tornister z sieciówki, ale też przeważnie jeden na dwa lata. Osobiście jednak kupowałam tornister z serii Rossmann Endo, przyznam, że w pierwszym roku dałam się skusić - podobał się córce, był lekki, ładny, pojemny, no i od razu z wyprawką. Niestety ledwo wytrwał do końca pierwszej klasy. Pod koniec drugiej klasy też musieliśmy wymienić tornister z Rossmanna, kupiliśmy plecak CoolPack i na razie trzyma się świetnie.

Oczywiście tornister powinien się dziecku podobać, ale wygląd nie może być najważniejszym argumentem. Dobrze jest kupić wspólnie tornister, raz, że dziecko może go przymierzyć, a dwa, że może wybrać wzór. No i pozwólmy dziecku wybrać taki, który będzie mu się podobał - ale jednocześnie będzie wygodny i trwały. Uwaga na tornistry z bohaterami bajek. Może się okazać, że już na początku drugiego semestru ukochana bajka się znudzi i noszenie takiego tornistra stanie się mordęgą. 

Od klasy trzeciej wygodniejszy może się już okazać plecak. Dziecko rośnie, łatwiej mu nosić na plecak, potrafi też się już zorganizować. Nosi coraz więcej rzeczy i bardziej sprawdza się plecak z kilkoma komorami.

Plecak na kółkach to bardzo indywidualna sprawa, wcale niekoniecznie jest to idealne rozwiązanie. Niestety, jeśli w szkole są schody, to plecaki są po nich ciągane w górę i w dół, jest to niewygodne, a plecak się może mocno obtłuc.

Czy warto kupować plecak z wyprawką? Niestety, wyprawka w tornistrach czy piórnikach jest często słaba jakościowo i niedopasowana do potrzeb. Może się okazać, że wydacie więcej na tornister, a do tego i tak będziecie musieli dokupić mnóstwo rzeczy.

Piórnik


Zajrzyjcie do naszego testu piórników.

Worek


Jeśli w szkole są szafki, to może się okazać, że worek na kapcie nie będzie potrzebny. Jeśli szafek nie ma, to może się okazać, że worki potrzebne będą dwa ;) Jeden na kapcie, a drugi na buty, no bo wyobraźcie sobie jesienny deszczowy dzień i dziecko w ubłoconych butach, które wpycha do worka, do którego później będzie musiało włożyć znowu kapcie. Jeden worek na zmianę nie będzie dobrym rozwiązaniem.

Kapcie


Zwróćcie uwagę na zapięcie, jeśli jeszcze jakimś cudem, pomagaliście zakładać przedszkolakowi kapcie, to pierwszoklasiście tego już nie róbcie. Możecie jednak ułatwić życie. Można wkleić gotowe naklejki lub narysować w środku kształt (np. uśmiechniętą buzię, czy serce), który będzie dobrze wyglądał tylko, jeśli prawidłowo ustawimy lewy i prawy but. Jeśli sznurówki wiążą się opornie, to wybierzcie zapięcie na rzep lub gumkę. Uwaga: za długie rzepy mają ten minus, że zbierają wszystkie śmieci i przyczepiają się do dywanu. Pamiętajcie, że bardzo często szkoła wymaga, aby kapcie miały podeszwę, która nie zostawia śladów na podłodze.

Strój na wf


Kolejny worek potrzebny będzie na strój na wf .
Do tego biała koszulka, ciemne spodenki i buty z białą podeszwą. Kuszące są promocje w Biedronce, czy Rossmannie. Równie dobrze jednak można kupić białą koszulkę z Pepco za kilka złotych, a ciemne spodenki możliwe, że i tak macie w domu. Natomiast starsze dzieciaki o wiele bardziej komfortowo mogą czuć się już w spodenkach sportowych, czy koszulka technicznych, które za nieduże pieniądze możecie kupić w Decathlonie. Podobnie sprawa ma się z butami na wf.

Zeszyty


W klasach 1-2 przeważnie nauczyciele proszą o zeszyty 16 kartkowe, w kratkę i w trzy linie.
Zeszyt w trzy linie lepiej żeby miał kolorowe linie (przeważnie dwie czerwone, jedną niebieską) ułatwia to pisanie. W klasie trzeciej, a i nawet w połowie drugiej, lepszy będzie już zeszyt 32 kartkowy.

Teczka


Duża i szeroka teczka w której dzieci będą trzymały przybory plastyczne, w dwóch szkołach już nam się przydała. gdyż te rzeczy zostawały w sali. Jest więc szansa, że i wy takiej będziecie potrzebować. Wiem, że sporo jest takich teczek - np. w Pepco kosztują ok. 9zł, ale mogą okazać się za wąskie. Spróbujcie włożyć do takiej teczki kubeczek na wodę - jeśli się zmieści, to znaczy, że takiej szukamy. Teczki bardzo szerokie to wydatek ok. 25-30zł.

Przybory szkolne


  • Farby akwarelowe i plakatowe, min 8 kolorów.
  • Pędzle - cienki i gruby.
  • Kubek niekapek do wody.
  • Bloki: uwaga na te najtańsze, niestety często blok techniczny ma w nich grubość zwykłego rysunkowego. Naprawdę coraz trudniej kupić blok techniczny ze sztywnymi kartkami...
  • Blok rysunkowy A4 biały.
  • Blok rysunkowy A4 kolorowy.
  • Blok techniczny A4 biały.
  • Blok techniczny A4 kolorowy.
  • Blok rysunkowy A3.
  • Gumka.
  • Temperówka (jeśli macie ołówki czy kredki jumbo - to koniecznie i temperówka musi być większa).
  • Linijka
  • Klej - moje dzieci twierdzą, że klej w płynie, z gąbką, jest najlepszy.
  • Nożyczki - na początku najlepsze są takie z zaokrągloną końcówką. Jeśli dzieci mają problem z odpowiednim chwytem, to może się okazać, że łatwiej im będzie opanować technikę na nożyczkach z jednakowymi uchwytami.
  • Plastelina
  • Papier kolorowy
  • Okładka na legitymację (warto do środka włożyć dziecku też kartkę z numerami telefonu do mamy i taty)

Kredki


Coraz częściej nauczyciele proszą o pastele olejne, które ładnie kryją i szybciej dają efekt. Popularne i dość tanie kredki bambino, czy zwykłe świecowe bardzo szybko się łamią i trzeba kupować nowe.
Kredki ołówkowe mają sens jeśli kupujemy te grube - jumbo, szybciej i wygodniej się nimi koloruje, ale one są już dość drogie. Jeśli więc chcemy przeznaczyć na kredki ok. 15zł lub więcej to warto kupić kredki świecowe wykręcane, dość wygodne, efektowne i nie ma potrzeby temperowania.
Może się jednak okazać, że komplet kredek macie w zasięgu ręki. My mamy wielkie pudło na kredki i równie wielkie na flamastry, no i z każdego z nich można zrobić komplet, bez konieczności kupowania.

Flamastry


Te również opiszę w oddzielnym poście.

Ołówki


Na początku warto wybrać te miękkie, B, które zostawiają wyraźniejszy ślad bez konieczności mocnego dociskania. Warto wybrać też ołówki jumbo, duże, które dodatkowo mogą mieć różne perforacje ułatwiające utrzymanie odpowiedniego chwytu. Dlatego właśnie zwykłe ołówki HB, które dołączane są do standardowego wyposażenia, nie zdają egzaminu.

Długopisy


W początkowych klasach przeważnie trzeba sobie zapracować na pisanie długopisem, zgodę otrzymuje się od nauczyciela. Natomiast długopis ścieralny, to genialny wynalazek, który zastępuje używanie korektora. Muszę przyznać, że jestem fanką długopisów ścieralnych Pilota. Nie zostałam też fanką różnych powykręcanych długopisów ergonomicznych, czy usprawniających prawidłowe chwytanie. Niestety to koszmarnie droga inwestycja, która może się okazać spektakularną klapą - bo dziecko i długopis nie będą chciały współpracować. Warto więc taki sprzęt najpierw przetestować, obejrzeć i pozwolić dziecko spróbować.

Liczydło  


Jest praktyczniejsze od patyczków, liczmanów, bo się nie rozsypuje. Są liczydła tradycyjne, są też takie na sznurkach. W każdym razie wszystko zależy od tego, jakich pomocy wymaga nauczyciel, jeśli nawet nie wymieni na liście liczydła, to warto zapytać, czy będą korzystać z nich na lekcji.

Zdjęcia


Pierwszoklasiści będą mieli wyrabiane legitymacje i nie zdziwcie się, jak nagle dostaniecie info, że trzeba przynieść zdjęcie. Macie chwilę? Zróbcie takie teraz, zamiast latać w panice i szukać najbliższego punktu.


Zanim więc coś kupicie, zastanówcie się, czy na pewno przyda się to w szkole. I czy na pewno nie macie już tego w domu. Ołówki można zatemperować, porozrzucane po domu kredki i flamastry ponownie skompletować. Jeśli znacie już możliwości swojego dziecka i potrzeby szkoły, wiecie, że w ciągu roku będziecie zużywać około 6 bloków, 4 paczek kredek i flamastrów, 2 plastelin i farb, tonę zeszytów 16k, 2 ołówków, czy 10 wkładów do długopisów, to wtedy faktycznie lepiej kupić więcej teraz korzystając z promocji. Jednak nie kupujcie na zasadzie "a może się przyda". Wydacie niepotrzebnie pieniądze (a we wrześniu i tak będzie mnóstwo składek, opłatek i zrzutek), zagracicie sobie przestrzeń i przyczynicie się do zwiększenia, i tak już dużej, nadprodukcji rzeczy-śmieci. Każdy extra piórnik, temperówka, plecak, to kawałek sztucznego tworzywa, które prędzej czy później wyląduje w śmietniku i będzie zalegał gdzieś na Ziemi.

Hobby nowe muszę mieć...

sierpnia 03, 2017

Hobby nowe muszę mieć...


Kto zagląda na mój profil na instagramie, ten może podejrzeć różne postacie dwulatka. Ci, którzy dwulatka przeszli lub przechodzą, wiedzą zapewne, że nie chodzi o wiek. Chodzi o stan umysłu.

Ratowanie ślimaków

Mamy obecnie fazę na ratowanie ślimaków. Deszcz, nie deszcz - nieważne, niezależnie od sytuacji, zupełnie nieoczekiwanie, z ust dwulatka pada hasło - trzeba ratować ślimaki! (Oryginalnie brzmi - choć jatować simaki) I oczekiwana jest reakcja - wszyscy mają rzucić wszystko, co aktualnie robią i lecieć na dwór przenosić ślimaki z chodnika w krzaki. 

Jak to się zaczęło? Pewnie przypadkiem, ktoś komuś powiedział - uważaj, ślimak, nie nadepnij. Ktoś ślimaka, tego małego, bezbronnego, przeniósł na trawę. I nieważne, że to to obślizgłe, że liście wyżera, że przenosi pasożyty, które są niebezpieczne dla psów. (Kto miał psa, ten pewnie nie raz musiał mu z pyska ów "przysmak" wyciągać... Swoją drogą, może przerzucanie ich z chodnika w krzaki ratuje psy?)

No, ale... nagle pada to hasło, temperatura +30. Bądźmy szczerzy, jeśli nawet jakiś ślimak znajdował się nieopatrznie na chodniku, to raczej z niego już suszona skorupka tylko została...
Mówię więc, aby tak nieco zmienić temat, że hej-ho chodźmy do biblioteki oddać książki, poszukać nowej książki o wielorybie (taka mała tekturowa, ostatnio pożyczyłyśmy), no a po drodze możemy poszukać ślimaków. Wywiązała się dyskusja z podtekstem NIE. Bo dwulatek nie chce iść do biblioteki, chce iść szukać ślimaków i to w drugą stronę... a książki do jutra termin mają. I nieważne, że koło biblioteki jest basen na który potem pójdziemy. (Przypominam, jest +30 za oknem, w domu niewiele mniej...)

Trudna sztuka negocjacji, kompromisu, proaktywności - w rezultacie moja dwulatka wyszła z domu wymyśliwszy, że pójdzie po książkę o ślimakach. Nie jest to nierealne. Pożyczyłyśmy kiedyś przypadkiem książkę "W co się bawić", gdzie na jednej stronie jest rysunek ślimaka olbrzymiego, który leży/stoi/siedzi? (co robią ślimaki??) na bananie. Czyli dowód, że takie książki istnieją... Idziemy, ślimaków nie ma, a teoria, że bierzemy książkę o ślimakach się umacnia. Staram się więc trochę tematykę urozmaicić, bo już widzę tego dwulatka z mocnym postanowieniem, który biblioteki opuścić nie chce, bo to nie taka książka...


Remek Marzyciel, Anne Crausaz
Remek Marzyciel i PomeloWchodzimy, dzień dobry, oddaję, wszystko się zgadza, kary nie ma. Tylko jakoś tak na wysokości metra ponad podłogą ciągłe mamrotanie o książce o ślimakach. Idziemy do sali dla dzieci. (Mamy wspaniałą bibliotekę publiczną z oddzielną salą dla najmłodszych, ładną, kolorową, z pluszakami, stolikami, pufami, masą książek, regałem pociągiem, regałem domkiem...) No i na tym regale domku - jak byk, jak ślimak jest - książka. Jest o ŚLIMAKU. ONA TAM STAŁA I NA MNIE, MATKĘ DWULATKI CZEKAŁA! Bierzemy, cieszyłam się jak dziecko albo nawet bardziej, bo dziecko po prostu ją chwyciło i poszło do pani bibliotekarki... Jakby w ogóle nie zdawała sobie sprawy z grozy sytuacji?! Z konieczności znalezienia odpowiedniej książki o ślimakach...

Książka "Remek marzyciel" Anne Crausaz okazała się przyjemna, w sam raz dla dwulatka, mało tekstu, dużo obrazków, dużo ślimaków. Polecam fascynatom ślimaków w wieku 2-3 lat. Niesamowicie zbliżona pomysłem do książek o Pomelo. (Rysunkom brakuje zdecydowanie klimatu, który tworzy Benjamin Chaud i tego puszczania oka do dorosłego czytelnika.)

Zresztą to ciekawy wątek detektywistyczny ;) Oprócz słonia w "Remku marzycielu" znalazłam także małego słonia ogrodowego w książce "Krowa Matylda na wakacjach" Alexandra Steffensmeiera. Może trafiliście na jeszcze inne nawiązania do Pomelo w książkach dla dzieci?
Krowa Matylda na wakacjach, Aleksander Steffensmeier
Domowe przetwory bez cukru

lipca 31, 2017

Domowe przetwory bez cukru



Domowe przetwory... 

Domowe przetwory to wcale nie musi być pół słoika cukru i pół słoika owoców... i niekoniecznie trzeba robić ilości hurtowe.
Masz kilka pudełek malin? Łubiankę wiśni? Wcale nie trzeba dużych ilości, żeby zrobić kilka słoików swoich przetworów. Piszę to, w międzyczasie robią trzy słoiczki jagód z malinami*

Trzy kroki robienia przetworów, które opiszę poniżej szczegółowo:

  1. Przygotowanie owoców.
  2. Przygotowanie słoików.
  3. Nałożenie owoców do słoików i utrwalenie.

Przygotowanie owoców.

Teraz jest czas na maliny, jagody i wiśnie, zaś niedługo będzie można kupić śliwki węgierki, jabłka, gruszki. To standard, ale można owoce wzbogacić dodając czekoladę albo daktyle albo imbir czy inne przyprawy. A jeśli nie chce ci się albo nie masz czasu, to wcale nie trzeba owoców specjalnie przygotowywać. Np. Maliny po prostu wkładam w całości do słoiczków i pasteryzuję.

Co dodawać do przetworów i czy można robić przetwory bez cukru?

Nie dodaję białego cukru, owoce same w sobie są bardzo słodkie. Starannie przygotowane i dobrze pasteryzowane nie potrzebują dużego stężenia cukru, które ma zapobiec rozwojowi drobnoustrojów.

Nie dodaję fixów żelujących, właśnie ze względu na cukier. Jeśli sama robię przetwory to dla ich wysokiej jakości i dostosowania do moich potrzeb. A ja chcę 100% owoców.

Po co mam w zimie wydawać zdecydowanie za dużo na słoik bezcukrowej konfitury?

Jeśli masz bardzo kwaśne owoce, to możesz je pomieszać ze słodkimi - kwaśne jabłka antonówki i słodkie gruszki, to świetne połączenie. Zaś banan i daktyle to świetne naturalne słodzidła.

A jeśli czujesz, że musisz dosłodzić, to wstrzymaj się,  bo można zrobić to później. Otwierając słoik przy konkretnej okazji - jeśli to będą owoce do naleśników czy dżem do kanapek, możesz wymieszać je np. z miodem. Jeśli zrobisz z nich kompot, to dodaj morele, daktyle, suszone śliwki.

Żelowanie dżemów.

Jabłka są naturalnym źródłem pektyny, która zagęści nasze przetwory, czyli po prostu można dodać jabłka do różnych owoców, żeby uzyskać dżem.
Jeśli ktoś chce koniecznie uzyskać coś bliższego dżemowi niż konfiturze, a może nawet marmoladę, to polecam stosowanie agaru. To substancja z wodorostów, do kupienia w sklepach typu eko, czy na allegro. Trzeba rozpuścić w wodzie, wymieszać, gotować przez 10 minut i potem dodać do owoców. Instrukcje i proporcje podane są przez producenta na opakowaniu. Ważne, żeby pamiętać o tym gotowaniu, bo inaczej czuć rybą... w końcu to wodorosty.

Przygotowanie słoików.


źródło: http://www.ikea.com/pl/pl/catalog/products/70213545/
Najlepsze są słoiki niezbyt duże, o pojemności 0,3 - 0,5 litra. Taki słoik po otwarciu jesteśmy w stanie w ciągu dwóch czy trzech dni wyjeść. Duży słój po otwarciu trudniej upchnąć do lodówki, zjeść, a w związku z tym, że będzie stał dłużej, może zapleśnieć.
Miłośnicy ładnych słoików na półkach mogą zaopatrzyć się np w IKEA. Jak to jest z powtórnym wykorzystaniem słoików? Trzeba sprawdzić czy słoik zamyka się szczelnie - czy pokrywka się nie odkształciła. Przypomnij sobie, ile razy zdarzyło się, że słoik był tak mocno zakręcony, że trzeba było nożem lekko odgiąć pokrywkę, żeby go otworzyć. Niestety potem taki słoik jest nieszczelny i przetwory mogą się zepsuć.
  

Gdzie przechowywać przetwory?

Nie trzeba mieć domku z gustowną spiżarnią, czy piwniczką... Ja mam aneks kuchenny ;) koło okapu mam równie gustowne, co spiżarnia, półeczki, a na nich poustawiane słoiki. Ważne, żeby miejsce było możliwe chłodne, a przynajmniej nie podgrzewane - czyli nie w okolicy kaloryfera, czy piekarnika. Jeśli boisz się, że półki zawalą ci się słoikami, to obróć to na korzyść - można wieczka przykryć kawałkami materiału przewiązanego wstążeczką, a na słoiki nakleić ładne etykiety.

Mycie słoików.

Musimy doprowadzić słoiki do porządku. Trzeba je razem z pokrywkami umyć (wkładam do zmywarki) i wyparzyć - wygotowuję je w garnku. W czasie wyparzania słoik musi być cały zakryty wodą. Od momentu zagotowania się wody gotujemy 10 minut pod przykryciem.
Można też wyparzyć je w piekarniku. Umyte, suche słoiki i pokrywki wkładamy do zimnego piekarnika, nagrzewamy do 120 stopni i grzejemy przez 10 minut. (Można więcej słoików na raz i mniej zalewania i sprzętów niż przy gotowaniu)

Bardzo ważna rzecz - po nałożeniu owoców do słoika, trzeba do czysta wytrzeć gwint, jeśli coś się porozlewało. Przykrywkę oraz gwint można przetrzeć czystą ściereczką ze spirytusem.

Nałożenie przetworów do słoików i utrwalenie.

Ponieważ nie dodaję cukru, to bezwzględnie muszę utrwalać termicznie. Niestety, ma to swoje też minusy, najbardziej wrażliwe na działanie wysokich temperatur są witaminy. Owoce są kwaśne, a żywność kwaśna może być utrwalana w niższych temperaturach lub krótszym czasie niż niekwaśna (no. warzywa czy mleko). Im słoik jest większy, tym czas potrzebny do jego ogrzania jest dłuższy.

Metodą stosowaną przez prababcie, a którą lubię, jest tzw. tyndalizacja. Polega na trzykrotnym ogrzaniu produktu do temperatury około 70-80 stopni C przez około 30 minut w dobowych odstępach. Trwałość takiego produktu jest wystarczająca, ponieważ środowisko jest bardzo kwaśne. A przez to, że nie grzejemy do 100 stopni mamy mniejsze straty witamin.

W praktyce można wstawić słoiki do piekarnika i ustawić go na 80 stopni, potem liczyć pół godziny od momentu nagrzania. Zostawić w nim do wystudzenia. Następnego dnia, znowu ustawić i tak samo kolejnego. A jeśli w międzyczasie nie jest nam potrzebny piekarnik, to w ogóle nie ma zamieszania, słoiki stoją sobie w środku.

Można też słoiki gotować. Należy gotować słoiki tej samej wysokości, zanurzając je w wodzie do 3/4 wysokości. Po zagotowania zmniejszyć temperaturę (na mojej płycie indukcyjnej schodzę z 9 do 3-4) i gotuję pod przykryciem przez pół godziny. Powtarzam kolejnego dnia i jeszcze następnego.


Powidła śliwkowe

Robiłam z 4 kg śliwek, tylko węgierek, wyszło mi 6 słoików po 0,4 l. To ile wyjdzie, zależy od tego, ile wody ze śliwek uda się odparować. Myję śliwki, wyjmuję pestki. I to jest ten najżmudniejszy etap, ale jak się włączy radio (wieczorem) albo dzieci gadają (od świtu) to szybko schodzi. Wkładam je do naczynia żaroodpornego i wkładam do piekarnika na godzinę lub dwie w 200 stopniach, raz czy drugi zamieszam. Z mieszaniem mam problem, bo przeważnie robię coś innego i zapominam o śliwkach. Wyłączam piekarnik, uchylam drzwiczki. Jak ostygną, to przekładam do maszyny do chleba (mam opcję dżem), ale jeśli nie masz maszyny, to wystarczy odpowiednio duży garnek i gotują się około dwóch godzin - najpierw rozgrzewam na najwyższej opcji w kuchence, a później zmniejszam i co jakiś czas mieszam. Gorące zostawiam do wystygnięcia (bez przykrycia). Następnego dnia powtarzam. (w maszynie do chleba powtarzam program 4 razy w ciągu dwóch dni) Gorące nakładam do wyparzonych słoiczków i utrwalam.

Gruszki ze śliwkami

Pół na pół gruszek i śliwek. Gruszki myję, obieram, wydłubuję gniazdo z nasionami i ogonek, kroję na cząstki. Śliwki myję, wyjmuję pestki, kroję na połówki. Wrzucam do garnka i gotuję trzy godziny, najpierw pod przykryciem. Zostawiam na noc do przestygnięcia. Następnego dnia znowu zagotowuję i potem gotuję przez jakieś trzy godziny już bez przykrycia. Trzeba pamiętać o mieszaniu. Przekładam do słoików i utrwalam.

Gruszki

To dopiero jest słodkie! Zrobiłam trochę samych gruszek - krótko gotowałam, zmiksowałam blenderem. Słoik duży zachowałam, a reszta zniknęła następnego dnia...

Jabłka, gruszki i śliwki z cynamonem

Jabłka (jak kwaśne śliwki to słodkie jabłka, ja miałam antonówki i średnie śliwki, dodałam trochę gruszek - nawet twarde były bardzo słodkie) myję, obieram, kroję na duże kawałki. Gotuję w garnku przez 3-4 godziny, pod koniec dodaję cynamon. Ja dodaję dużo, może i za dużo, więc to wedle gustu. Lubię mieć kawałki jabłek, ale można też zmiksować blenderem na mus. Same jabłka bez cynamonu też są bardzo dobre.


Wiśnie

Im wiśnie ciemniejsze, tym słodsze. Wiem, że wiśnie odstraszają, bo trzeba je drylować, ale prostą drylownicę np. w Pepco można kupić za ok. 15zł. Wstawiam ją do zlewu i dryluję, potem przecieram wszystko dookoła na mokro i wcale nie ma krwawych śladów ;)

W zeszłym roku eksperymentowałam z czekoladą - najlepiej smakowała Czekolada Jedyna Wedla albo dodatek ciemnego kakao razem z daktylami. Na łubiankę wiśni, około 2 kg, dawałam garść daktyli i trzy łyżeczki kakao. Zamieniłam też raz na tabliczkę czekolady, gotowałam razem, mieszając często, bo czekolada lubi się przypalać. Przy kakao czuć goryczkę, z dodatkiem czekolady - bardziej smakowała dzieciom.

Oprócz wiśni, robiłam czekośliwkę - tę dla odmiany zmiksowałam na gładko dodając do niej banany, wyszło z tego smarowidło, które dzieciaki bardzo lubiły do naleśników.

Jagody

Jagody mieszam z malinami, wtedy jest bardziej słodko - moje ulubione, to surowe wrzucone do słoika i w tej postaci utrwalone. 
Jeśli macie niezbyt słodkie owoce, to można dodać trochę soku jabłkowego i podgotować ok. 30 min na małym ogniu, żeby trochę odparował sok i żeby owoce zmiękły. Wtedy jednak owoce stracą swój kształt.

Przepisów można znaleźć całą masę, ja bym chciała tylko was uczulić na to, że:
  1. cukier wcale nie jest potrzebny, 
  2. kluczem do sukcesów jest czystość i higiena - zarówno w trakcie przygotowywania owoców, przygotowywania słoików (wraz z przykrywkami), jak i ich napełniania. 
  3. No i odpowiednie utrwalenie.
*Ponieważ dwoje starszych wyprawiło się z tatą, to okazało się, że zostały mi owoce. Jedna dwulatka nie przeje wszystkiego, maliny okazały się kwaśne, no i w taką pogodę owoce szybko się psują. Co robić? Ratować. Zostało około 200g jagód, 200g malin, 200ml soku jabłkowego przecierowego. Wrzuciłam wszystko do garnka, oczywiście w ogóle o tym zapomniałam i tak na małym ogniu sobie stało i stało :P przelałam do wyparzonych słoików i wstawiłam do garnka z wodą - po zagotowaniu się wody zostawiłam na małym ogniu na 10 minut. Wyszły trzy słoiki, słodkie głównie od soku (już u Pana malin nie kupię! :P) i o konsystencji konfitur. Samo się robi ;)




Szybkie serniczki na zimno (mniej cukru, tłuszczu, bez żelatyny)

lipca 26, 2017

Szybkie serniczki na zimno (mniej cukru, tłuszczu, bez żelatyny)

Serniczki na zimno z agarem


 Wspominałam już wcześniej, że moją pasję ze starego bloga przeniosę tutaj i stworzę mały kącik kulinarny, a może raczej aneks kuchenny ;) Otóż oprócz wymyślania przepisów uwielbiam wynajdować rzeczy dobre i zdrowe, a przy żeby były - no wiecie - fit :P ale nie były "modnie drogie".  Dziś bardzo prosty deser dla dzieci i nie tylko. To alternatywa dla tradycyjnego sernika na zimno, bez  nadmiar cukru, tłuszczu i żelatyny.

Serniczki na zimno

Zamiast masy sernikowej jest serek homogenizowany, do tego owoce, u mnie borówki i truskawki i galaretka - ale trochę niezwykła, bo agarowa.

Galaretka agarowaSkładniki na 12 małych słoiczków (po 120ml):

  • 3 serki homogenizowane waniliowe (opakowanie 200g),
  • 250 g borówek amerykańskich,
  • 400 g truskawek,
  • 4 galaretki agarowe (każda na 250 ml wody) - lub 2 galaretki (każda na 500 ml wody).

Sposób przygotowania:

Galaretkę przygotowujemy według przepisu (choć ja gotuję nieco dłużej, o tym niżej). W czasie kiedy będzie stygła do słoiczków nakładamy po 2 łyżki serka, wsypujemy owoce - wychodzi około 6-8 borówek i 3 truskawek na słoik. Następnie zalewamy galaretką, nie może być gorąca. I po około 30 minutach galaretka jest gotowa.

Co takiego extra jest w tej wersji serniczka?

Skład galaretki agarowejZamiast masy do której dorzucimy sporo cukru i dość tłustego mascarpone użyłam serka homogenizowanego. Tak, tez ma w składzie cukier, ale jeśli ktoś jest pewien ze goście zjedzą to można dać serek naturalny. Ponieważ słoik trzyma formę deseru, masa nie musi stać na baczność, nie trzeba więc niczego do serka dodawać, ani go ubijać.

Zamiast jednego dużego ciasta zrobiłam małe słoiczki. Uwielbiam je, to słoiczki po jogurtach z Biedronki (ok. 2,5 zł za 2 szt) - przydają się do wielu rzeczy - od świeczek żelowych po deserki ;) słoiczki są małe, mniejsze niż ukrojony kawałek tortu, przez to zjemy mniej. Oczywiście można sięgnąć po kilka, ale zjedzenie kolejnego słoiczka może przyjść z większym trudem niż dokończenie kawałka ciasta. Poza tym, to praktyczne rozwiązanie jeśli goście się przemieszczają po domu a nie siedzą przy stole.

Do słoiczka możemy dać więcej owoców kosztem masy.

Zamiast zwykłej galaretki użyłam agarowej (koszt ok.80 groszy za opakowanie na 250ml). Agar to substancja żelująca uzyskiwana z wodorostów. Najczęściej w sklepowych galaretkach można spotkać żelatynę. W tej akurat galaretce jest słodzik a nie biały cukier. Galaretka agarowa jest odpowiednia dla wegan i wegetarian.
Agar rozpuszczamy w zimnej wodzie a następnie gotujemy, producent zaleca 2-3min, ale ja polecam co najmniej 5. Agar ma specyficzny zapach i dopiero dłuższe gotowanie pozwala się go pozbyć. Galaretka dość szybko tężeje. Jeśli zrobi to za szybko (mi się często zdarza przegapić ten moment) to galaretkę agarową możemy podgrzać i ponownie rozpuścić!
Copyright © 2017 mama wymysla